Godząc się iść z nim na bankiet jego rodziców jest chyba moją najgorszą pomyłką. Mój wzrok utwił w jedynym apetycznym przysmaku dzisiejszego wieczoru. Oczywiście na Harrym - rzecz jasna. W białej koszuli prezentował się bardziej seksownie niż zazwyczaj, co zaczeło mi przeszkadzać w skupieniu się na rozmowie z tymczasowymi towarzyszami. Czy to możliwe żeby ten chłopak wyglądał jeszcze bardziej seksownie? Jego talent do uwodzenia chyba nie ma granic.
-Cat- usłyszałam znajomy donośny głos z charakterystyczną chrypką. Przetarłam ręcę po czym odważnym krokiem przeszłam do swojego dzisiejszego partnera. - Wyglądasz seksownie jak zawsze. Nie chłopaki? - zwrócił się do swoich przylepnych kolesi. Większość z nich nie ukrywała swojego wzroku na moim ciele. Z prespektywy patrzenia ale nie tykania nie przeszkadzało mi to.
-Hej- zwróciłam się do nich z kokieternym uśmiechem. - Nigdzie się nie ruszasz się bez swoich kumpli?- zwróciłam się już bardziej do chłopaka z burzą loków.
-Są dla mnie jak rodzina. - stwierdził krótko nie spoglądając nawet w moją stronę. Swoim wzrokiem błądził gdzieś pośród gości.
- Szukasz jej ?- zapytałam z nutką pogardy, lub zazdrości według spostrzeżeń Sam.
-Taa.Przepraszam. Po prostu to pierwszy raz jak pokażę jej się z inną. Nie chcę by pomyślała że to na serio. By mnie skreśliła. - Ałć. Czasem mam chęć przywalić mu prosto w kroczę tak by zabolało go jak jego słowa mnie. Jak z niezależnej dziwki stałam się tak ckliwą lizuską? To uczucie przynależności jest durne.
-Jak chcesz to się rozejrzyj. Ja idę opróżnić wam katering z szampana.-wyszeptałam ledwo zauważalnie dla chłopaka. Gdy jednak zaczełam powoli się przesuwać w kierunku stolika z trunkami on podążył za mną.
- Nie możemy się rozdzielać. Gdy przyjdą twoi rodzicę zaczynamy wdrażać drugą część planu. Sentymenty, pocałunki te sprawy. - sprostował szybko swoje zachowanie. Jak on może być tak nieczuły i oschły.
- Jak chcesz ale ja cię nie tknę na trzeźwego- zaśmiałam się pogardliwie chyba lekko urażając jego ego. Wszystko zdawało się nabierać wyraźniejszych barw zaledwie po trzecim lub czwartym kieliszku szampana, które z powagi sprawy próbowałam opróżnić jak najszypciej.
-Nie mamy na to czasu. Twoi rodzice właśnie wchodzą. Udawajmy że jesteśmy sobą zainteresowani. Możesz mnie nawet pocałować- mrugnął lekko swoją prawą powieką. Z jednej strony zdało się być to dzicinne i zabawne, lecz z drugiej ogromnie podniecające.
-Ty nie możesz mnie pocałować bo twoja mężatka zobaczy? -zaczełam się z nim droczyć bardziej sarkastycznie niż dotychczas. Jego źrednice lekko się otworzyły po czym ponownie skuliły do normalnych rozmiarów. Dłonie chłopaka lekko i bardzo powoli oplatały moją talię. - No dobra postarajmy się żeby się potem urżnąć w trupa- wyszeptałam mu do ucha rozbawionym tonem. Nasze udawanie nie było aż tak trudne. W końcu jeśli nie byłoby tych ludzi z pewnością Harry z chęcią rzuciłby się na mnie i przeleciał na każdym stole oraz krześle mogącym utrzymać nasze ciała razem. I z wzajemnością. Nagle z moich rozmyśleń wytrąciło mnie głośne chrząknięcie. Odwróciłam się i ujrzałam piękną blondwłosą dziewczynę. Mniej więcej mojego wieku.
-Witam Harry. - zwróciła się do przerażonego chłopaka. Stał sparaliżowany spoglądając to raz na nią to raz na mnie. -Ty zapewne Catherina Brinston. Mia Black. Jestem dobrą znajomą Harrego.-uśmiechneła się łagodnie co musiało ją wiele kosztować.
- Bardzo mi miło. Ymm zostawię was może na chwilę. - odwzajemniłam jej drobny gest bardziej obojętnie, po czym odwróciłam się w stronę pozostałych gości. Nagle poczułam dużą dłoń oplatającą mój nadgarstek. Odwróciłam się w stronę zielonookiego.
-Zostań. Mia wie o naszym planie.- zachichotał trochę nieśmiało. - Zresztą twoi rodzice chyba do nas idą. - dodał bardziej chłodnym tonem. W jego oczach nie zauważyłam żadnych emocji, żadnej reakcji na otaczającą nas sytuację. Jego spokój udzielał się także w jego otoczeniu.
***
-Fajnie było- uśmiechnął sie do mnie chłopak z niesforną burzą loków. Odwzajemniłam gest dodatkowo przygryzając dolną wargę. Sięgnełam szybko do kopertówki po czym wyjęłam z niej klucze do mojego mieszkania.-Mogę wejść?
-Ymm to chyba nie najlepszy pomysł.- wyszeptałam ledwo słyszalnie. Na jego twarzy wymalował się smutek, co natychmiast zadziałało na mój nietrzeźwy umysł. - Dobra.-pchnełam drzwi po czym wskazałam by wszedł. Uczynił to wręcz błyskawiczne powoli ściągając płaszcz.-Rozgość się. Chcesz może coś do picia ? - zapytałam po tym jak znalazłam się w kuchni.
-Masz piwo? Wiesz szampan to nie moja bajka. To jak soczek tylko z bąbelkami.- zaśmiał się ukazując dwa cudowne dołeczki w policzkach. Mimo wolnie odwzajemniłam podobnym drobnym gestem.
-Pewnie - podałam mu butelkę po czym skierowałam się do sypialni. Moją jedyną przeszkodą było przejście koło Harrego, i jak przewidziałam nie udało się.
-Gdzie się wybierasz? - spojrzał jakby gniewnie swoimi ciwmnozielonymi oczami przesuwając swoje ciało bliżej mojego. Oparłam rękę na jego torsie powodując że jego mięśnie lekko się napieły.
-Jestem zmęczona i idę się położyć. Coś nie tak? - przesunełam dłoń bliżej karku przysuwając swoje ciało bliżej jego. Nie czekał na lepszą zachętę. W błyskawicznym tempie przywarł do mnie ustami namiętnie masując moje. Jego ręce obieły mnie w tali i powoli kierował w stronę jednego z blatów, następnie sadzając mnie na nim. -Harry jestem zmęczona. -wyszeptałam pomiędzy pocałunkami. Odsunął się delikatnie,po to tylko by przenieść swoje muśnięcia na szyję. -Harry przestań. - uniosłam minimalnie głos odsuwając się na tyle na ile pozwalało mi miejsce na blacie.
-Co jest? Znów mi odmawiasz? -oburzył się waląc dłonią o blat. - Już się mną znudziłaś? Upatrzysz sobie kolejnego, a może już to zrobiłaś? - dodał krzycząc na mnie całkowicie zły. W takich momentach boję się być w jego otoczeniu, nie wspominając o tym że dystans pomiędzy nami nie był za wielki.
- Nie chcę byś żałował tego ze względu na Mie. - powiedziałam cicho powoli ssuwając się z blatu.Miałam wrażenie że dzieli nas może kilka centymetrów.
-Ją w to nie mięszaj. Dobrze wiesz że mogę mieć każdą. Ona była, jest i będzi dla mnie ważna. Tyle że my rozmawiamy o nas.- mówił z taką złością i przekonaniem w głosie. Jego oczy przepełnione były ciemnością tak straszną i piękną zarazem.
-O nas?- wywnioskowałam z jego monologu. Nie ukrywałam swojego zdziwienia.
-No bo nasi rodzice myślą ...
-Przestań wszystko zrzucać na innych. Bądź mężczyznom i powiedź swoim rodzicom że kochasz Mie a ona ciebie.
-Nie -warknął na mnie lekko zaciskając swoje pięści. -Nic nie rozumiesz. Ludzie tacy jak my nie mają wyboru. Skoro nasi rodzice nie wychodzili za siebie z miłości to my czemu mielibyśmy to robić ? - dokończył już nieco spokojniej. Jego wzrok skrupulatnie unikał mojego.
-Może dlatego że ja chcę mieć normalnego kochającego mnie chłopaka, a nie dziwkarza z naburmuszoną kochanką. - krzyknełam rozwścieczona jego prymitywnym zachowaniem.
-Mnie też nie odpowiada bycie z dziwką sprzedającą się za grosze bo nikt nie chce jej bzykać. - odpiwiedział równie agresywnie. Nie mogłam uwierzyć w jego słowa.Nikt nigdy nie powiedział mi tak nie miłych słòw prosto w twarz. To dziwne bo nigdy zbytnio nie przejmowałam się opinią innych lecz teraz bardzo mnie to zabolało.
- Wynoś się - krzyknełam ciszej niż zamierzałam.
- Powiedziałem taką samą prawdę jak ty. -zwrócił się łagodnie. - pójdę już ale to nie nasza ostatnia rozmowa kocie. -mimo nabuzowanej we mnie nienawiści pozwoliłam mu by przytulił mnie na pożegnanie. -Dobranoc.
-Idz już. - odparłam oschle nieodwzajemniając jego gestu. Miałam sprzeczne poczucie bezpieczeństwa i obawy przed Harrym.
***
Rano obudziłam się z wielkim bólem głowy i wielkimi wyrzutami. Dlaczego ja wogule się na to zgodziłam i w dodatku nie ułatwiający mi wcale sytuacji Harry. Dlaczego nie znalazł sobie nowej zdobyczy? Przecież zawsze tak robi gdy dostaje to czego pragnie. A on pragnienie jedynie seksu. Spojrzałam na zegarek.
-O w mordę. - wymsknęło mi się. Połowa zajęć już dawno mineła